Varadero i Boca de Camarioca – czyli Kuba od zaplecza!

IMG_9877

Po intensywnych trzech dniach w Hawanie (pisałam o niej TUTAJ) ruszyliśmy w kierunku Varadero, zatrzymując się na kilka godzin w Boca de Camarioca, czyli malutkiej, „czysto kubańskiej” wiosce rybackiej.

IMG_9858

Niska, kolorowa zabudowa, wszechobecne palmy i ten widok na Zatokę Meksykańską – jest na co popatrzeć! Jak dodamy do tego „swojską” atmosferę – kilkuletnich chłopców biegających na bosaka po ulicy (mojej Tośce też się udzieliło;)) i PRZEPYSZNY obiad u Kubańczyków (tak, tak u nich w domu!) na tarasie to osiągamy pełnię szczęścia!

IMG_9859IMG_9863

Przejeżdżając przez wioskę widzieliśmy obłędnie piękne plaże – my nie skorzystaliśmy, bo kolejne odkrycia czekały na nas w Varadero, ale jeżeli kiedyś tam wpadniecie to koniecznie zostańcie chociaż na jeden dzień – odkryjecie Kubę, tą prawdziwą, bez hoteli all inclusive i innych atrakcji, które my staramy się omijać szerokim łukiem 😉

IMG_9861IMG_9862

Bagaże na dachu – czas na Varadero, czyli kurort, w którym można odnaleźć ciszę, spokój i prawdziwą kubańską atmosferę! Jadąc do Varadero nie spodziewaliśmy się, że w tak bardzo znanym kurorcie, pełnym hoteli, atrakcji „pod turystów” odnajdziemy to czego zawsze szukamy – czyli autentyczności i atmosfery, która pozwoli nam się wczuć w codziennie życie tubylców, ale UDAŁO SIĘ!

IMG_9867

  • Gdzie spać?

Tak jak pisałam już wcześniej, podczas wypadu na Kubę korzystajcie z CASA PARTICULAR, czyli pokojów wynajmowanych bezpośrednio od Kubańczyków, takie trochę nasze pensjonaty. My spaliśmy w domku, którego nie da się odnaleźć w internecie (bo z internetem na Kubie wciąż jest „ciężko” i tylko w dużych kompleksach hotelowych jest on zapewniony na poprawnym poziomie, czyli da się otworzyć maila szybciej niż w godzinę czy dwie;)) – nasz nocleg załatwialiśmy na miejscu. Wykaz „bardziej dostępnych” CASA w Varadero znajdziecie między innymi TUTAJ.

IMG_9868IMG_9869

  • Gdzie jeść?

W Varadero aż roi się od restauracji, barów i straganów z przekąskami. My postawiliśmy na La Bodeguita Del Medio, czyli ulubione miejsce Hemingwaya – pomyślcie ile to miejsce musi mieć lat;) Poza bardzo smacznym jedzeniem (głównie kuchnia kubańska i owoce morza), lokal daje się polubić za luźną atmosferę i niesamowitą MUZYKĘ NA ŻYWO – te kubańskie rytmy poniosły między innymi naszą Tośkę do tańca;) Temu miejscu powiedzieliśmy TAK, aż trzy razy, bo tyle razy tam wracaliśmy – według nas „must be” w Varadero.

Drugim lokalem, który równie mocno polecamy jest La Casa De Al, czyli restauracja na plaży w dawnym domu Al Capone – smaczna kuchnia kubańska i owoce morza (choć w La Bodeguita Del Medio było trochę lepsze), ale atmosfera, wystrój i widok na Zatokę zapiera dech w piersiach. Trafiliśmy tam na zachód słońca, który oglądany z tarasu przy kubańskiej muzyce wyglądał jeszcze piękniej – to miejsce ma duszę i za to je pokochaliśmy!

IMG_9878

  • Co robić/co zobaczyć?

Naszym jedynym celem w Varadero był odpoczynek po intensywnej Hawanie i nabranie sił przed dalszą podróżą. Zależało nam też na tym, aby dzieciaki miały chwilę luzu na zabawę na plaży i kąpiel w wodzie trochę cieplejszej niż nasz ukochany Bałtyk 😉

IMG_9865

Jedyną atrakcją, na którą się skusiliśmy był całodniowy rejs katamaranem na „bezludną” wyspę, czyli po prostu niezamieszkałą, pełną egzotycznej roślinności, na której została wybudowana restauracja na potrzeby przyjeżdżających katamaranami turystów. Ze względu na to, że dostanie się na nią jest możliwe jedynie przez „wykupienie” takiej oto wycieczki (możecie ją nabyć w prawie każdym dużym kompleksie hotelowym lub miejscowym biurze podróży), postanowiliśmy złamać naszą zasadę „omijania takich miejsc” 😉 Sama podróż bardzo wesoła – głośna muzyka (hitem był soundtrack z „Piratów z Karaibów”), dużo Cuba Libre i tańczący na ławie kapitan katamaranu, chyba tylko na Kubie można coś takiego przeżyć.

IMG_9870IMG_9876

Wyspa za to zachwyciła nas roślinnością i drewnianym, niekończącym się „mostem”, którym dochodziło się do wcześniej wspomnianej restauracji. Jedzenie…. hmmm sprawdziła się nasza teoria o miejscach „pod turystów”, czyli bardzo przeciętne, mimo to WARTO się na taką wycieczkę skusić:) – atmosfera na katamaranie i widoki na wyspie dają się zapamiętać na długo!

IMG_9873IMG_9875

Podsumowując: w Varadero spędziliśmy 4 dni, zjedliśmy niezliczoną ilość homarów, a Tośka bananów;), „wypiliśmy” wiele kokosów i drinków… nie tylko z kokosów, zakochaliśmy się w kubańskich rytmach, zobaczyliśmy jak mieszkał Al Capone i gdzie jadał Hemingway, zobaczyliśmy kilka zachodów słońca na bajecznej plaży i… zaliczyliśmy jedną wizytę w szpitalu ze złamaną ręką Tośki – mimo to nie żałujemy – było BOSKO!

Więcej o naszych podróżach i smakach znajdziecie tutaj:

  • Facebook: To the Food & Back
  • Instagram: tothefoodandback

 

Jedna myśl na temat “Varadero i Boca de Camarioca – czyli Kuba od zaplecza!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s